Film z 1977 roku „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” to połączenie science fiction i ludzkiego dramatu, ale przede wszystkim autorska wizja Stevena Spielberga oraz jeden z najbardziej wyjątkowych obrazów UFO w historii Hollywood. Temat ten zresztą fascynował reżysera od dziecka. Już jako 17-latek nakręcił amatorski film „Firelight” o latających spodkach.
Prawdziwym przełomem dla jego zainteresowania była książka J. Allena Hyneka „The UFO Experience: A Scientific Inquiry” z 1972 roku. To właśnie ona zrobiła ogromne wrażenie na Spielbergu. Był nią tak zachwycony, że tytuł swojego przyszłego dzieła zaczerpnął bezpośrednio z klasyfikacji Hyneka. „Bliskie spotkanie trzeciego stopnia” oznaczały bowiem bezpośrednią obserwację domniemanych istot pozaziemskich. Co więcej, reżyser zatrudnił Hyneka jako konsultanta technicznego.

Hynek był nie tylko doradcą filmowym Spielberga, ale przede wszystkim człowiekiem, który poznał ten temat na wylot (więcej o nim w osobnym artykule). Postrzegał on film jako fikcję, która dobrze oddaje esencję fenomenu UFO. Nawet po premierze filmu zachowywał dystans – nie potrafił jednoznacznie stwierdzić, czy choć jeden z przypadków bliskich spotkań trzeciego stopnia rzeczywiście miał miejsce. Wskazywał przy tym, że z naukowego punktu widzenia nie może odrzucać tych relacji wyłącznie z powodu własnych uprzedzeń.
Inną ważną postacią dla filmu jest Jacques Vallée, francuski badacz UFO, który przez wiele lat blisko współpracował z Hynkiem. Wyjaśnień tego fenomenu upatruje w hipotezach wykraczających poza schemat „kosmici przylatują statkami”. To właśnie na nim wzorowano postać naukowca Claude’a Lacombe w filmie.
O tym, jak szybko reżyser i francuski badacz złapali wspólny język, najlepiej świadczy historia z 1977 roku. Dziennikarka Marcia Seligson zaaranżowała wówczas ich wspólny obiad, który przerodził się w wielogodzinną dyskusję. Obaj panowie tak bardzo zatracili się w temacie UFO, że spotkanie przeciągnęło się do wieczora: Spielberg wystawił 25 aktorów czekających w biurze na casting do ról, a Vallée przegapił kilka samolotów powrotnych do San Francisco.
Proza bliskich spotkań
Już sam początek filmu jest wciąż aktualny. W scenie tej piloci i kontrolerzy ruchu lotniczego (grani zresztą przez prawdziwych kontrolerów lotu) widzą coś niezrozumiałego, ale ostatecznie decydują się nie składać oficjalnego raportu – to problem, który trwa do dziś. Od dekad słyszymy o obawach pilotów przed ośmieszeniem i konsekwencjami zawodowymi. Niewiele się zmieniło w tej kwestii przez prawie 50 lat. W ostatnim czasie mówił o tym m.in. były Inspektor Sił Powietrznych RP, generał Tomasz Drewniak.

Jednym z ciekawszych zabiegów reżyserskich jest to, jak film bawi się oczekiwaniami widza. Widzisz w oddali dziwne światła? To pewnie statek kosmiczny! Jednak za chwilę okazuje się, że to… samochód, helikopter albo coś zupełnie prozaicznego. Ten mechanizm działa doskonale, bo dokładnie tak wygląda rzeczywistość obserwacji UFO – ogromna większość obserwacji pomimo założeń niektórych entuzjastów ma ziemskie pochodzenie.
Film nie unika też ciemnej strony ufologii. Pokazuje, jak kontakt z nieznanym i poszukiwanie odpowiedzi potrafi zniszczyć człowieka. Główny bohater filmu, Roy Neary, po spotkaniu z UFO, popada w obsesję, która odbiera mu wszystko, co ważne. Jego niezrozumiałe działania sprawiają, że w końcu nawet rodzina ma dość i się wyprowadza. Roy staje się zakładnikiem doświadczenia, którego nikt wokół niego nie rozumie. Dzisiaj, by stać się takim zakładnikiem i się zatracić, nie trzeba nawet niczego zobaczyć na własne oczy – wystarczy internet, który przypomina pole pełne króliczych nor, a ufologia to tylko jedna z wielu ścieżek.
Równie trafna jest scena z konferencji prasowej, która dotyczy zbiorowej obserwacji UFO na zboczu drogi. Spielberg punktuje w niej mechanizmy dyskredytowania świadków. W trakcie spotkania zaprezentowane zostaje zdjęcie rzekomego latającego spodka, które natychmiast zostaje zdemaskowane jako mistyfikacja z użyciem cynowego talerza. W tamtych latach było mnóstwo tego typu mistyfikacji: ludzie podrzucali przed obiektyw kołpaki samochodowe, pokrywki itp. Następnie tego typu oszustwa były wykorzystywane do obśmiewania innych relacji.
Dodatkowo w grupie świadków pojawia się typowy szur, którego zachowanie natychmiast podważa wiarygodność całej reszty. To zjawisko także ma się doskonale do dziś – szczególnie w mediach społecznościowych, gdzie podobne osoby pojawiają się w niemalże każdej dyskusji o UFO. Ich ślepy entuzjazm, brak krytycznego myślenia i naiwność są często przenoszone na innych zainteresowanych tym tematem.
Hollywoodzki kompromis i krytyka
Oczywiście film nie jest pozbawiony wad i kompromisów. Pierwsze dwa akty skupiają się bardziej na psychologii i ludzkich przeżyciach. Trzeci zmienia ton, serwując pod Wieżą Diabła typowe hollywoodzkie kino: na niebie pojawia się ogromny statek kosmiczny matka, a kontakt z obcymi zostaje oparty na matematycznym języku pięciotonowej sekwencji dźwięków oraz świateł. Niektórym ufologom nie spodobało się to, że ukazano obcych jako przyjazne istoty. Nie stała za tym jednak żadna tajna wiedza – po prostu Spielberg był już zmęczony obrazem złych najeźdźców z kosmosu.
Według Vallée, dla reżysera kluczowy był aspekt rozrywkowy, dlatego najbardziej atrakcyjne dla widza było przedstawienie UFO jako przybyszów z innych planet – to była także główna kwestia sporna w jego dyskusjach z reżyserem. Stwierdził także, że byłby głęboko rozczarowany, gdyby UFO okazało się „tylko” gośćmi z innej planety. Jego zdaniem fenomen ten jest znacznie ciekawszy. Uważał hollywoodzką wizję kosmitów za płytką, ale doceniał, że Spielberg wiernie przeniósł na ekran relacje z raportów.
Studio Columbia Pictures, chcąc zwiększyć atrakcyjność komercyjną filmu i mieć nowy mocny punkt marketingowy do reedycji (Bliskie spotkania trzeciego stopnia: Edycja Specjalna) w 1980 roku, nalegało na dodanie nowej sceny ukazującej wnętrze statku kosmicznego. Reżyser zgodził się na to niechętnie i nigdy nie był z tego zadowolony.

Najczęstsza krytyka dotyczy historii głównego bohatera. Roy Neary popada w obsesję, niszczy życie swojej rodziny, a na końcu odlatuje z kosmitami, jak gdyby nigdy nic, zostawiając żonę i dzieci dla kosmicznych zbawicieli. Spielberg po latach przyznał krytykom rację. W 1997 roku w „The Making of Close Encounters of the Third Kind” uznał to za naiwność młodego, bezdzietnego wówczas reżysera. Dziś, mając rodzinę, nigdy nie nakręciłby historii, w której mężczyzna porzuca żonę i dzieci, by odlecieć z kosmitami.
Dodatkowo film powstawał w latach ogromnej nieufności do rządu po aferze Watergate. Początkowo rząd i wojsko są przedstawione w filmie jako źródło tajemnicy i kontroli, jednak w trzecim akcie wszystko się zmienia, a cała „złowroga machina państwowa” współpracuje z naukowcami, pomaga obywatelom i organizuje powitanie kosmitów. Krytycy zarzucali Spielbergowi, że uciekł od trudnego tematu w disneyowski optymizm.
Wygląd kosmitów
Wygląd kosmitów to w dużej mierze wizja Stevena Spielberga i zespołu filmowego, inspirowana popularnymi opisami domniemanych istot pozaziemskich. Różnice w budowie ich ciał to celowy zabieg – reżyser chciał w ten sposób pokazać zróżnicowanie rasowe przybyszów, będące odzwierciedleniem różnorodności ludzi na Ziemi. Na ekranie widzimy więc m.in. niskie istoty z wielkimi, bulwiastymi głowami (tę rolę odegrały małe dziewczynki uczęszczające na lekcje baletu), chudych kosmitów oraz rasę wysokich, wiotkich obcych, inspirowanych rzeźbami Alberta Giacomettiego.

Główny obcy, który pojawia się na samym końcu filmu (Puck), to zaawansowana animatroniczna lalka stworzona przez laureata Oscara, Carlo Rambaldiego. Ostateczny wygląd Pucka na planie odbiega od projektu, ponieważ aby tchnąć życie w lalkę, jej mimikę i spojrzenie oparto na naturalnej ekspresji 4-letniego Cary’ego Guffeya, chłopca grającego w filmie. Dzięki temu zabiegowi spojrzenie kosmity emanowało dziecięcą niewinnością, co miało budzić w widzach zaufanie i poczucie przyjaznych intencji.
Co zabawne, kiedy meksykański promotor wszelakich mistyfikacji Jaime Maussan zaprezentował światu rzekome „mumie kosmitów”, w sieci zaroiło się od porównań mumii do Pucka. Dla niektórych entuzjastów podobieństwo do filmowych obcych nie było przypadkowe i według ich domysłów reżyser mógł mieć dojścia do „tajnych źródeł”. Nie można tutaj nie wspomnieć o ludziach, którzy nieustannie uważają, że są przygotowywani do „wielkiego ujawnienia” – dla nich filmy i wzmianki o UFO to oswajanie społeczeństwa, a Bliskie spotkania stanowią wręcz preludium do autentyczności takich znalezisk jak mumie z Peru.
To doskonale pokazuje, do jakich absurdów prowadzi naiwne łączenie kropek w ufologii. Kulisy produkcji jasno pokazują, że wygląd Pucka nie był rekonstrukcją tajnej wiedzy, ani nawet raportów, lecz rezultatem artystycznych kompromisów, wizji Carlo Rambaldiego i technicznych możliwości tamtych lat. Rzekome podobieństwo świadczy co najwyżej o tym, że oszuści inspirowali swoje mumie na obcych z filmu.
Podsumowując
Wyjątkowość „Bliskich spotkań” nie polega na tym, że to bezbłędne, filmowe arcydzieło. Efekty specjalne mogą dziś już nie porywać, a końcówka filmu to po prostu optymistyczna, spielbergowska wizja kontaktu z kosmitami. To unikalne spotkanie Hyneka i Spielberga nadaje całej fabule głębszy, ufologiczny wymiar.
Być może zresztą największym sekretem długowieczności filmu jest fakt, że sama ufologia od niemal pół wieku stoi w miejscu? Wprawdzie w ostatnich latach tematem zaczęły interesować się oficjalne instytucje rządowe, NASA oraz naukowcy, co oczywiście pozytywnie wpłynęło na postrzeganie tego tematu w opinii publicznej, jednak w międzyczasie temat został zdominowany przez ufo-celebrytów obiecujących „prawdę, której niestety nie mogą wyjawić”. To głównie wokół nich kręci się dziś amerykańska ufologia.

Od premiery filmu nie pojawiły się też żadne jednoznaczne dowody wykraczające poza sam fakt, że ludzie widzą rzeczy, których nie potrafią udowodnić. I to właśnie ostatecznie wyróżnia ten film po blisko 50 latach. Spielberg nie próbował sprzedać widzom prawdy o UFO, zamiast tego zobrazował coś bardziej przyziemnego i odpornego na upływ czasu: bezradność świadka i fascynację nieznanym.
